wtorek, 11 września 2012

014. Similitud



   Wyszłam ze swojej i nie ukrywam, że mój humor nie był najlepszy. Śpieszyłam się, bo musiałam wrócić jak najszybciej do domu, bo obiecałam Noe, że pojadę z nią dziś do Sabadell po jakieś jej rzeczy, plus to, że… No dobra, tu w Barcelonie nie każdy może o tym wiedzieć, ale wujek nigdy o tym nie zapomniał. Czyżby akurat teraz, po raz pierwszy wyleciało mu z głowy jaki dziś jest dzień?
  Nie rozglądając się, skręciłam od razu w swoją stronę i dość szybkim krokiem szłam przed siebie.
   - Letty! – usłyszałam za sobą. Zatrzymałam się i lekko zdziwiona rozpoznanym głosem, odwróciłam się. Właśnie podbiegła do mnie Noe.
   - O ile się nie mylę to miałaś na mnie poczekać w domu. – zaczęłam, nie ukrywając zdziwienia.
   - Plany się zmieniły. Chodź. – pociągnęła mnie za sobą, do stojącego na parkingu ciemnoszarego samochodu, przy którym stał oparty piłkarz.
   - Oznajmiam, że w dniu dzisiejszym zgłaszam się na ochotnika na waszego osobistego szofera. – zaśmiał się, a ja się tylko uśmiechnęłam.
   - Cześć David. – podeszłam do niego i pocałowałam go w policzek na powitanie. – Jak twoja noga? – zapytałam.
   - Noga jak noga, najważniejsze, że dalej na swoim miejscu, ale prowadzić mogę. – uśmiechnął się zawadiacko, na co zareagowałyśmy obie śmiechem. – To jak dziewczyny? Kierunek Sabadell? – zapytał i wskazał na swój pojazd. Wsiedliśmy do niego. Villa na miejsce kierowcy, ja obok niego, a Noelia na tylnym siedzeniu. Piłkarz odpalił silnik i ruszyliśmy spod mojej uczelni.
  Przez całą drogę znajdywaliśmy jakieś tematy, a przeważnie takie, przez które nasza cała trójka pękała ze śmiechu. W niektórych momentach musiałyśmy uspokajać naszego kierowcę, mówiąc mu, że musi uważać i patrzeć na jezdnię. Po jakichś czterdziestu minutach byliśmy już w centrum Sabadell. Przez okno samochodu oglądałam, przemijające, znane mi już budynki i miejsca. Po chwili David parkował już auto pod domem mojej przyszywanej siostry. Zauważyłam, że pod nim stały dwa samochody, jeden zapewne Santosa, w drugim rozpoznałam samochód mamy. Czyli ją tu spotkam…
  Wysiedliśmy z pojazdu i ruszyliśmy pod dom Delarosy. Noe nacisnęła na klamkę frontowych drzwi, które okazały się być otwarte. Weszliśmy za nią z Davidem. Ona od razu skierowała się w stronę kuchni, gdzie praktycznie zawsze ktoś przebywał.
   - Cześć. – stanęła w progu pomieszczenia, gdzie Santos z moją matką prowadzili żywą rozmowę na jakiś temat. Automatycznie przerwali, zwracając uwagę na młodszą córkę mężczyzny. Wtedy zza jej pleców wyłoniłam się ja z Villą.
   - Cześć, witajcie. – widać było, że mama ucieszyła się na mój widok.
   - Może przejdziemy do salonu, nie będziemy stać w progu kuchni. – zaproponował gospodarz, od razu zrywając się i prowadząc nas wszystkich do dużego pokoju.
   - Przyjechałam się spakować. – wypaliła czerwonowłosa, co wywołało lekkie zdziwienie na twarzy jej ojca. – Postanowiłam przez jakiś czas zamieszkać w Barcelonie. – wytłumaczyła.
   - Dziewczyny, co wy widzicie w tej Barcelonie? – uśmiechnęła się mama, przytulając się do jej przyszłego męża.
   - Na przykład takich piłkarzy. – zażartował David, czym wywołał u nas uśmiechy.
   - Jeszcze powiedz, że takiego z numerem 7. – szturchnęłam go łokciem w bok.
   - No chociażby. – poruszył zabawnie brwiami. – Bo ta to tylko widziałaby trzydziestkę siódemkę. – wskazał na Noelię.
   - Co?! No następny będzie się nabijał! – naburmuszyła się dziewczyna. – Może ja już pójdę się zacząć pakować. – zamruczała i skierowała się na schody.
   - Poczekaj, pomogę ci. – zaśmiałam się i pobiegłam za nią. Usłyszałam jeszcze tylko z dołu głos mamy, zwracający się do chłopaków:
   - Nie jestem obyta w tym temacie, ale kto jest tą siódemką, a kto ma trzydzieści siedem?

    Pakowałyśmy rzeczy Noe do jej dużej torby, rozmawiając przy tym i śmiejąc się. Co chwila spotykała się z moimi docinkami na temat jej i mojego starego przyjaciela. No to co ja poradzę, że wszyscy uważają, że oni do siebie pasują?!    
   Chwilę później do pokoju weszła blondwłosa Ivette. Stanęła na środku pokoju i zmierzyła nas wzrokiem.
   - Czegoś potrzebujesz czy coś? Jesteśmy zajęte jakbyś nie zauważyła. – powiedziałam i dalej zajęłam się układaniem rzeczy Noe.
   - Słyszałam, że wynosisz się do Barcelony? Jedź… Tam też cię nikt nie zechce. – olała moje słowa i zakpiła z młodszej dziewczyny.
   - No dobra… Może nie mam takiego ‘brania’ jak ty, ale przynajmniej tam znalazłam prawdziwych przyjaciół… Jakbyś była tak łaskawa to wyjdź, okey? – postawiła się, a spojrzałam na nią ze zdziwieniem. Miałam ochotę zacząć jej bić brawo, bo odgryzła się Ive. Blondynka machnęła ręką.
   - Idę… Widzę na dole świeże mięsko, więc czas się za niego zabrać. – zatarła dłonie i wyszła z pokoju, pozostawiając nas w pokoju Noeli z minami w stylu ‘WTF?!’.
   - To ja tam współczuję Davidowi… - westchnęłam, po czym obie wybuchłyśmy śmiechem.
  Po jakichś piętnastu minutach do pomieszczenia wpadł piłkarz.
   - Błagam was! Przechowajcie mnie tu! – zawołał, przestraszony.
   - Co jest? – zapytała zdziwiona Delarosa.
   - Wasza siostra! – zawołał od razu.
   - Przepraszam bardzo, ja za siostrę uznałam tylko Noe, tamta odpada… - zaśmiałam się.
   - No, ale mniejsza z tym! Ona nie widzi, że ktoś nie jest chętny na jej zaloty… Nawet wasi rodzice się zaczęli z tego nabijać. To potwór w damskiej skórze i ciele! Mówię wam! – mówił przejęcie, z czego my się tylko nabijałyśmy. Zaproponował, że nam pomoże, ale to i dobrze, bo szybciej nam z tym pójdzie. Po chwili usłyszałam głos mojej mamy, który mnie wołał. Przeprosiłam ich na chwilę i zeszłam na dół, gdzie w salonie czekali na mnie mama z Santosem.
   - Kotku, chcielibyśmy ci z Santosem życzyć wszystkiego najlepszego z okazji twoich dwudziestych trzecich urodzin. – podeszła do mnie i mocno mnie przytuliła. – Letty, żebyś znalazła swoje szczęście, spokój i miłość. – powiedziała. – Polubiłam tego waszego Davida. Jest przystojny i przede wszystkim w porządku. – wyszeptała mi do ucha, na co uśmiechnęłam się sama do siebie. David jest w porządku, zgadzam się, ale w porządku jest też cała drużyna Blaugrany. Ucieszyłam się w duchu, bo dzisiaj to pierwsze życzenia, które usłyszałam. W końcu to moja matka, pamiętała. Odsunęła się ode mnie i stanęła obok swojego narzeczonego, który podał jej maleńki pakunek, który po chwili wręczyła mnie. – Otwórz. – uśmiechnęła się. Ja wtedy zdjęłam ozdobny papier, pod którym znajdowało się czarne pudełeczko. Otworzyłam je, a w nim na miękkiej wyściółce leżała srebrna bransoletka.
   - Jest śliczna, dziękuję. – przytuliłam się do mamy i posłałam uśmiech Santosowi.
   - Cieszymy się, że ci się podoba. – odpowiedział mężczyzna.
 Wróciłam do Davida i Noe. Nie mówiłam im o tym, że dostałam prezent urodzinowy, ani o tym, że moja mama polubiła Villę. Uwinęliśmy się z resztą i zanieśliśmy rzeczy do samochodu. Pożegnaliśmy się z domownikami i wsiedliśmy do pojazdu. Siedziałam na miejscu pasażera i wpatrywałam się mijający po drodze krajobraz. Analizowałam dzisiejsze spotkanie z mamą… Ta cała złość już chyba minęła. Czyżby wracała dawna relacja matka – córka?  

***

   Siedziała i wpatrywała się w szybę na przemijające budynki. Przejechali obok boiska, gdzie trenowała dawna drużyna.
   - David, zatrzymaj się! – zawołała, a ten przestraszony zahamował z piskiem opon. Dobrze, że ulica była praktycznie pusta, bo spowodowaliby tym jakąś stłuczkę lub wypadek. David z Noe spojrzeli na nią, która sama przestraszyła się gwałtownym zatrzymaniem się piłkarza.
   - O co chodzi? – zapytał, ciągle na nią patrząc.
   - Chciałam tylko żebyś się zatrzymał pod tym boiskiem. – wytłumaczyła. – Jeżeli chcesz uszczęśliwić grupkę młodych i początkujących piłkarzy… To chodź ze mną. – wyszczerzyła się. Noe z Davidem najpierw wymienili zdziwione spojrzenia, a potem wybuchnęli śmiechem. Villa podjechał na parking i później we trójkę kroczyli w stronę bramy. Letty opowiedziała im, że gdy wcześniej mieszkała w Sabadell, to pracowała tu jako drugi trener drużyny młodzików. Piłkarzowi spodobał się pomysł, by odwiedzić młodą. hiszpańską krew na boisku. Dwudziestotrzylatka pobiegła przodem, zostawiając w tyle swoją przyszywaną siostrę i przyjaciela. Przywitała się z trenerem, Rodrigo, jej dawnym szefem.
   Podszedł z Noe bliżej. Został przedstawiony najpierw starszemu trenerowi, który był zaskoczony obecnością piłkarza Blaugrany i La Roja. Po chwili i chłopcy, biegający za piłką zorientowali się kto stoi obok trenera. Leticia, ich dawna trenerka i znany piłkarz. Podbiegli i otoczyli ich. David oczywiście zgodził się na zrobienie sobie zdjęć z młodymi zawodnikami, rozdanie autografów.
   - Zagra pan z nami? – zapytał jeden dziesięciolatek i rzucił piłkę do mężczyzny, ale ten jej nie złapał, bo ubiegła go jego przyjaciółka.
   - Niestety nie, bo jeżeli pan Villa chce szybko pozbyć się kontuzji, to musi się oszczędzać. – powiedziała pewnie panna Guardiola, po czym posłała trzydziestolatkowi lekki uśmiech.
   - To ty z nami zagraj! – zawołał któryś chłopak z tłumu. Dziewczyna przystała na propozycję, a do nich dołączyła jeszcze Noelia.
   On stał z boku i przyglądał się ile radości sprawia temu rudzielcowi bieganie za piłką z chłopakami. Uśmiechał się sam do siebie na samą myśl o niej. Miał tak odkąd ją poznał. Dziewczyna wprost idealna, uwielbia grać w piłkę i się na tym zna. Ale czy aby nie za bardzo nie przypomina mu jego byłej, która po kłótni wybrała karierę i wyjechała do Brazylii? Ona przecież też potrafiła grać i znała się na tym… Co jest?! 
   Na boisku w Sabadell spędzili jakąś godzinę po czym wpakowali się do samochodu i ruszyli w drogę powrotną do stolicy Katalonii. Noe, ciągle siedząca na tylnym siedzeniu, ciągle sms-owała. Z kim? To było pewne, że ze starym przyjacielem z dzieciństwa Letici. O czym? Guardiola myślała, a wręcz była przekonana, że ciągle ze sobą flirtują, ale może nie tym razem. Teraz temat krążył wokół innej sprawy, w którą wszyscy byli wplątani.
  Po ponad półgodzinnej jeździe w końcu zaparkowali pod domem trenera. W żadnym z okien nie świeciło się światło, a pod domem stało tylko białe Audi Pepa. Pierwsza z samochodu wystrzeliła Noelia i bez słowa pobiegła do domu, co wywołało zaskoczenie u jej starszej siostry. Po chwili wysiadła i ona. Ruszyła wolnym krokiem w stronę budynku. Gdy była przed samymi drzwiami i miała nacisnąć klamkę, usłyszała za sobą wołanie jej przyjaciela. Obejrzała się i zobaczyła… 
__________________________________
Nie bijcie mnie! Błagam! Wiem, że dałam... ciała! Rozdział jakoś taki kiepski wyszedł... Obiecuję, że następne, będą lepsze. Muszą być ;))  
No i szykuję jeszcze pewien dodatek do tego bloga, a mianowicie jednopart, który tu za niedługo zamieszczę.
A no i jeszcze jedno! Gratulacje dla Hiszpanii, za dzisiejszy mecz ;) 1 do 0 dla nas ♥