niedziela, 25 listopada 2012

018. El Amor En El Aire



  Weszła na trybuny treningowego boiska FC Barcelony. Spojrzała na murawę, na piłkarzy. Jedni z uśmiechem na twarzy podawali do siebie piłki, a drudzy przyglądali się jak to Guardiola upomina dwójkę wiecznych dzieci, Fabregasa i Pique. Wzrokiem podążała za twarzami mężczyzn, szukając jednego, dla którego tutaj przyszła. Znalazła go. Prawie tarzał się na ziemi ze śmichu razem z Montoyą, widząc Daniego, który za plecami Mistera, go przedrzeźniał, wykonując te same gesty, z którymi upominał dwójkę swoich piłkarzy. Cicho się zaśmiała i rozejrzała po krzesełkach. Były prawie puste, bo na jednym miejscu siedziała szatynka, którą już znała. Podeszła i usidła obok niej.
   - Dzień dobry. – przywitała się z uśmiechem na ustach.
   - Witaj Noe. Dziś sama? – odpowiedziała kobieta.
   - Letty i Anita są na uczelni, a ja zostałam sama, więc przyszłam obejrzeć ich trening. – wskazała na boisko.
   - Jestem tu od początku i uwierz, to jedna wielka szopka. – zaśmiała się Tonia. – To wygląda jak grupa przedszkolna, a Tito i Pep to przedszkolanki. – mówiła.
   - Ciekawe porównanie. – odparła Noe. Wtedy piłkarze wrócili do treningu, a gdy piłka przez przypadek spadła obok Pepa, ten mocno kopną w zawodnika z numerem 2. Ten się lekko zdziwił.
   - Alves, naucz się, że ja mam oczy dookoła głowy. – usłałyśmy głośny śmiech trenera, a po chwili również i zawodników.
   - Oni wszyscy są niemożliwi. – zaśmiała się czerwonowłosa.
   - Noe, a jak ci się podoba w Barcelonie? – zapytała Tonia z uśmiechem na ustach.
   - Jest genialnie. Cieszę się, że wszystko tak się potoczyło, że poznałam Letty, a później całą resztę, że mogłam zamieszkać z nią i z Pepem. – odparła, a mówiąc widać było tryskającą z niej energię. Wzrokiem jednak ciągle podążała za młodym piłkarzem, biegającym po murawie.
   - Tello to twój chłopak? – wtrąciła Tonia, przerywając trans młodszej.
   - Nie! – odpowiedziała od razu, zrywając się.
   - Ale widać, że bardzo się lubicie. – drążyła Vilanova, a Noelia spuściła lekko głowę, a na jej policzkach malował się lekki róż. Nie zdawała sobie z tego sprawy, że to mogło być widoczne. Lubiła Cristiana, a nawet bardziej niż lubiła. Wydawał się jej całkiem inny niż ci chłopcy, których poznawała dotychczas. Dobrze się przy nim czuła, mieli wspólne tematy i gdy tylko był w pobliżu czuła powiedzeniowe motylki w brzuchu. – Nie martw się, nic nikomu nie pisnę. – uśmiechnęła się kobieta i obie znów spojrzały na boisko.
   - A ty i Pep? – rzuciła podejrzliwie Delarosa, a na twarzy Toni pojawiło się lekkie zmieszanie. – Letty wspominała, że kiedyś byliście razem.
   - Tak, to prawda.
   - A teraz? – zapytała od razu.
   - Teraz sama nie wiem jak to jest z nami.
   - Kochasz go?
   - Nigdy nie przestałam. – odpowiedziała spokojnie i powędrowała oczyma na swoje nogi. – Nie wiem jak teraz to będzie wyglądało. Może nawet nie ma co sobie robić znów nadziei. – westchnęła z lekkim uśmiechem.
    - Wiesz, po weselu Shakiry i Gerarda, Pep nie wrócił, więc uważamy z Letty, że jednak nadzieje są tu jak najbardziej na miejscu. – zaśmiała się dziewczyna.
    - Hej, Młoda, co to za ingerowanie w sprawy dorosłych? – udała oburzenie, ale z uśmiechem. – Wiesz, zawsze chciałam mieć córkę, z którą będę mogła tak o wszystkim porozmawiać. – dodała z lekkim uśmiechem. Po tych słowach pierwsze co przyszło do głowy Noe, to że ona by chciała matki, która miałaby czas dla niej. Jej rodzicielka jeżeli była w domu nieprzerwanie 2 tygodnie to był cud, można by nazwać to nawet świętem. Nawet gdy była z nią w dziewiątym miesiącu ciąży musiała gdzieś pojechać, tradycyjnie „służbowo”. Jej mąż już nie miał do niej słów, on sam musiał przebywać w domu i zajmować się wtedy jeszcze ich pierwszą, małą córką. Wtedy jeszcze nikt nie wiedział o podwójnym życiu pani Mata. Pewnego wieczoru, w samotnej drodze powrotnej do ich domu w Granadzie, poczuła, że to już czas na jej poród. Poprosiła taksówkarza, który ją odwoził o zmianę kursu na szpital. Tam urodziła, a jej mąż dowiedział się o tym dopiero następnego dnia, gdy martwiąc się o żonę zaczął obdzwaniać wszystkie szpitale w mieście. Kobieta nie martwiła się o to czy Santos poradzi sobie z obiema małymi córkami i na dodatek swoją pracą. Dopiero po kilku latach dowiedział się o przekrętach żony, licznych nazwiskach, kochankach, kradzieżach, a nawet rozbojach. Nie chciał jej znać. Rozwiódł się i bez problemu dostał prawa do córek.

***

   Wychodziłam z uczelni, gdy nagle naskoczyła od tyłu na mnie, wesoła od ucha do ucha Anita.
   - Co ty taka wesoła? – zaśmiałam się.
   - Moi rodzicie poznają dziś Cesca! – zapiszczała. – Kazali mi zaprosić go dziś na obiad. – dodała.
   - Ciekawe  czy denerwuje się tak samo jak ty, gdy powiedział, że przedstawi cię swoim rodzicom. – zaśmiałam się.
   - Jeżeli tak, to teraz niech wie co ja czułam.
   - Ja się teraz tylko zastanawiam co ja będę dziś robić. Ty masz Cesca na obiedzie, Noe idzie na rande vous z Cristianem… - mówiłam, ale Anita mi przerwała.
   - Noe z Cristianem?! – zawołała z szerokim uśmiechem. – Haaa, wiedziałam, że coś z tego będzie!
   - Pasują do siebie. – uśmiechnęłam się pod nosem.
   - Letty, jeżeli nie masz co robić, to podrzuć mnie na trening chłopaków, bo tak umówiłam się z Fabregasem, a może sama wyrwiesz któregoś piłkarza na kawę. – pokazała na końcu język, gdy stałyśmy na parkingu obok mojego samochodu.
   - Przekonałaś mnie, wskakuj. – zaśmiałam się, wskazując na pojazd.

  Weszłyśmy przez bramkę na treningowe boisko Blaugrany, gdzie akurat piłkarze grali w tak zwanego dziadka. Od razu skierowałyśmy się na niewielkie trybuny. Weszłyśmy po schodkach i zobaczyłyśmy Noe razem z Tonią, siedzące po jednej stronie na samym dole. Widać było, że znalazły jakiś wspólny temat, bo żywo o czymś dyskutowały i śmiały się. Po drugiej stronie siedział David z jakimś mężczyzną. Po cichu podeszłyśmy właśnie do nich. Stanęłam za Villą i zakryłam mu oczy, a ten od razu się wyprostował. Mężczyzna obok odwrócił się i spojrzał na nas. Wtedy mogłam zobaczyć jego twarz. Wydawał się być do kogoś podobny.
   - Kto to może być? – zaśmiał się brunet, kładąc swoje dłonie na moje.
   - Podpowiem ci, że jest ich dwie. – uśmiechnął się ten drugi.
   - No niech pomyślę. – powiedział zabawnym tonem. – Mam przeczucie, że to… - zaczął i szybko się odwrócił. – Letty i Anita! – wyszczerzył się.
   - No cześć! – zaśmiałam się. Wtedy Dav wstał i przywitał się z nami dwiema, składając całusy na naszych policzkach, a po krótkiej chwili pojawiły się tuż przy nas Noelia z Tonią, z którymi też się przywitałyśmy.
   - Może was sobie przedstawię. – piłkarz spojrzał na swojego towarzysza, który automatycznie podniósł się z miejsca. – Poznajcie się, to jest Tonia, siostra naszego drugiego trenera. – zaczął, wymieniając od lewej. – Noelia, Anita no i Letty, a to jest starszy brat naszego najlepszego strzelca. – uśmiechnął się. – Matias Messi. – dodał. Faktycznie, rysy twarzy tego mężczyzny przypominały Leo.
   - Miło mi poznać. – powiedział, ściskając dłonie każdej z nas.
   - Leo wspominał, że masz przylecieć. – powiedziałam.
   - Tak, ale dziś już wracam. – odparł. Miałam wrażenie, że starszy Messi już o mnie musiał słyszeć, bo spoglądał na mnie, lekko się uśmiechając, przy czym wyglądał na zamyślonego.
 Wtedy usłyszeliśmy dźwięk gwizdka, dobiegający z boiska.
   - Panowie, do szatni i pod prysznice! – rozległ się głos mojego wujka, który był skierowany do piłkarzy, których trening właśnie dobiegł końca.

***

   Gdy tylko zobaczył tą dziewczynę, dokładnie wiedział kim jest. Dużo o niej słyszał wczorajszego wieczoru od młodszego brata. Gdy słuchał jak Leo opowiadał o tej młodej dziewczynie, stwierdził, że jego brat chyba naprawdę czuje do niej coś wielkiego i poważnego. Piłkarz opowiadał Matiasowi co czuje, gdy ona jest obok, że może być całkowicie sobą, że uwielbia z nią rozmawiać i przekomarzać się. Mówił, że Letty to stanowcza i niezależna kobieta, ale no właśnie – kobieta. Kobieta, którą ma ochotę wziąć w ramiona i przytulać, by czuła się bezpieczna. Mężczyzna po raz pierwszy słyszał takie wyznania na temat dziewczyny, z ust Lionela.
   Chwilę później dołączyli do nich, przebrani już obaj trenerzy, a za nimi kilkoro piłkarzy, Fabregas, Tello, Xavi no i sam Messi.
 Pierwszymi, którzy uciekli byli Cesc z Anitą, później Tito, a zaraz za nim Pep, do którego dołączyła Tonia. W miejscu zbiorowiska pozostało tylko pięć osób, po tym jak Cristian chwycił za rękę młodą, czerwonowłosą dziewczynę i pociągnął za sobą, szybko się żegnając.

***

   Xavi zaproponował by zjeść wspólny obiad, w piątkę. Wszyscy przystanęliśmy na tą propozycję i wcześniej uzgadniając miejsce, ruszyliśmy na parking do naszych pojazdów. Ze mną zabrał się Hernandez, z racji, że jego samochód jest w naprawie, a wcześniej przyjechał tu z Andresem.
   - Ostatnio z Carlesem zauważyliśmy pewną rzecz. Letty, nie uważasz, że Mister ostatnio jest często zamyślony czy nawet nieobecny? – zapytał, a ja w tym momencie sama o tym pomyślałam. On i Puyol to dwaj kapitanowie drużyny i widzą wszystko co powinni. Jak widać zauważyli też zmianę w zachowaniu Pepa. Szczerze powiedziawszy, mają rację. Ostatnimi czasy faktycznie myślami bywał gdzie indziej. Odpływał. Intensywnie o czymś rozmyślał. – Stwierdziliśmy, że to może sprawiło pojawienie się Toni, bo każdemu się obiło o uszy, że kiedyś byli razem.
   - A może po prostu rozmyśla nad czwartkowym meczem? W końcu walczycie o finał Ligi Mistrzów, ale wersja z Tonią też jest prawdopodobna. – odpowiedziałam, parkując swoje Audi pod restauracją.
   - Może i racja. – wzruszył ramionami.
 Nasze szczęście, że pod lokalem były trzy wolne miejsca parkingowe, które zajęły mój samochód oraz pojazdy Davida i Leo. Weszliśmy do środka i zajęliśmy narożnik w kącie. Ciągle rozmawialiśmy i śmieliśmy się. W końcu do naszego stolika podeszła młodziutka blondwłosa kelnerka, która słodko uśmiechała się do Leo, Davida i Xaviego, na co ja i Matias, którzy siedzieliśmy przy oknie naprzeciw siebie, wybuchnęliśmy śmiechem. Dziewczyna, nie ukrywając, flirtowała z całą trójką.
   - A może tak przejdziemy do zamówienia? – zapytałam rozbawiona. Wtedy zmieszana blondynka, zapytała co podać. Każdy z nas złożył zamówienie i odeszła.
   - Ja się tylko zastanawiam, na którego miała większą ochotę. – wyszczerzył się Matias.
   - Zjadała was wzrokiem. – dodałam.
   - No przestań. – zareagował Xavi, siedzący obok mnie.
   - Dziewczyna chciała być miła. – dodał uśmiechnięty David, który siedział obok Hernandeza.
   - Tak, wskakując od razu każdemu po kolei do łóżka. – parsknął Matias, na co zareagowałam śmiechem, a Leo, siedzący obok barta lekko dźgnął go łokciem.
   - Mi tam się ona nie podoba. Nie mój typ. – odparł.
   - Szkoda braciszku, ale do ciebie lgnęła najbardziej. – Matias naśmiewał się z młodszego brata. Po chwili dziewczyna wróciła, niosąc nasze napoje, a stawiając je zostawiła na blacie jeszcze maleńką karteczkę, zapisaną numerem.
   - A to do kogo? – zapytał zdziwiony Leo, gdy dziewczyna odeszła.
   - Do ciebie. Położyła ją, obok twojej szklanki. – zaśmiał się Villa.
   - Ratunku? – powiedział zabawnie młodszy Messi.
   - Letty, zamień się miejscem. – zaproponował Matias. Tak, więc zrobiliśmy. Ja usiadłam obok Leo.
   - Po co to? – zapytałam.
   - Dziewczyna pomyśli, że jesteście razem i się od niego odczepi. – stwierdził Argentyńczyk,  a cała reszta się zaśmiała. Chwilę później ta sama dziewczyna szła w naszą stronę z naszym posiłkiem, z wielkim uśmiechem na twarzy i patrząc na naszą żyjącą legendę futbolu.
   - Letty. – odezwał się Leo, gdy ja akurat patrzyłam przez szybę. Odwróciłam głowę, a on złożył delikatny pocałunek na moim policzku i położył dłoń na mojej talii. Poczułam jak pod stolikiem miękną mi nogi, a przez całe ciało przechodzi dreszcz. Uśmiechnął i oderwał się. Dziewczyna akurat stała przy stoliku, a jej wyraz twarzy zmienił się diametralnie. Zostawiła nasze jedzenie i bez słowa odeszła. – To co? Smacznego. – uśmiechnął się Leo do każdego.
    Pierwszy wybył David, do którego tradycyjnie zadzwoniła młodsza siostra. Tym razem zapomniała kluczy z mieszkania, a Villa miał jej zapasowe. Następny Xavi, który na szczęście przypomniał sobie, że miał się spotkać z Elsą, na mieście i wybrać nowe meble do remontowanej kuchni. W końcu wyszliśmy i my. Stanęliśmy przy samochodach, stojących obok siebie.
   - Musimy jechać, bo za dwie godziny Matias ma samolot. – zaczął Leo.
   - Szkoda, ale za to miło spędziłam popołudnie, która na początku zapowiadało się nudnie. – uśmiechnęłam się.
   - Tak czy inaczej, miło cię było poznać. – powiedział Matias, ściskając moją dłoń.
   - I wzajemnie. – odpowiedziałam.
   - My jedziemy, pa Letty. – uśmiechnął się Leo. Wsiedli do samochodu i odjechali. Ja wspomniałam jeszcze raz całusa, którego dostałam od Leo w środku. Samowolnie się uśmiechałam.
  Już miałam wsiadać do samochodu, gdy zauważyłam, że obok tej restauracji mieści się salon fryzjerski. Spojrzałam na końcówki swoich włosów i znów na lokal.

***

   Wysiedli z samochodu. Chłopak w jednej dłoni trzymał bukiet kwiatów, a drugą ściskał dłoń swojej dziewczyny. Przekroczyli furtkę i kroczyli w stronę domu. Denerwował się. Miał poznać jej rodziców. Przystanęli przy frontowych drzwiach. Anita już miała kłaść dłoń na klamce by ją otworzyć, ale Cesc ją zatrzymał i spojrzał na nią.
   - Co tam Cesc? – zdziwiła się.
   - Denerwuję się. – zajęczał ze wzrokiem małego dziecka, a ona lekko się zaśmiała.
   - Oj głuptasie. Polubią cię, mogę się założyć. – uśmiechnęła się i wspięła na palcach. Wbiła swoje usta w jego i złączyła w namiętnym pocałunku. – Już możemy? – uśmiechnęła się.
   - Chodźmy.
 Nacisnęła klamkę i weszli do środka. Wnętrze było urządzone w naprawdę rodzinnym nastroju.
   - Jesteśmy! – zawołała panna Navarro, a z kuchni wyłoniła się sylwetka jej matki. Jego dziewczyna wdała się w nią. Również była wysoka, szczupła, miała ciemniejszą karnację i ciemne włosy.
   - Przyszliście w sam raz. – uśmiechnęła się. – Ricardo! Dzieci już przyszły! – zawołała, a po chwili z piętra zszedł wysoki mężczyzna, brunet o postawnej budowie.
   - Chciałabym wam przedstawić, mamo, tato, to jest Cesc, mój chłopak. – zaczęła. – Cesc, to są właśnie moi rodzice.
   - Ana Toledo. – przedstawiła się jej matka.
   - Francesc Fabregas. Miło mi poznać. – ucałował wierzch jej dłoni. – To dla pani. – wręczył jej bukiet czerwonych róż.
   - Dziękuję. – odrzekła.
   - Ricardo Navarro. – teraz uścisnął dłoń jej ojca i znów się przedstawił. – Zapraszamy do stołu. – dodał gospodarz i zaprosił do jadalni.
   - Widzisz, nie zjedli cię. – Anita szepnęła mu do ucha, a ten lekko się uśmiechnął.
 Zjedli wspólny obiad, a później razem zasiedli w salonie z deserem. Rodzice Anity pytali Cesca o jego rodzinę, plany i inne przeróżne rzeczy, jak to zawsze na takich spotkaniach. Widać było, że polubili piłkarza, przypadł im do gustu.
 Wieczorem Francesc zaczął się już zbierać. Podziękował za gościnę i pożegnał się z rodzicami dziewczyny. Anita odprowadziła go do jego samochodu. Chłopak oparł się o maskę i złapał ją w talii, przysunął do siebie.
   - I co teraz panie Fabregas? – zapytała zaczepnie.
   - A teraz nastąpi długi pocałunek dwójki zakochanych w sobie ludzi. – uśmiechnął się łobuzersko i łapczywie wpił się w jej usta. Stali tak przez chwilę, ignorując cały świat. Liczyli się tylko oni.
   - Kocham cię, Cesc. – wyszeptała, opierając swoje czoło o jego.
   - Ja ciebie też. – uśmiechnął się. – Pojadę już.
   - Nie, jeszcze nie. – mocno się do niego przytuliła.
   - Mam jutro rano trening. Pewnie Pep da nam niezły wycisk. Wszyscy chcemy wypaść w czwartek w Anglii jak najlepiej. – mówił, bawiąc się kosmykiem jej aksamitnych włosów.
   - Wiem, będziesz najlepszy. – jeszcze raz go pocałowała i odeszła krok. – Pa.
   - Kolorowych snów. – puścił do niej oczko i wsiadł do swojego samochodu.

***

  Wsadził ją do samochodu i podał czarną bandankę, by przewiązała sobie oczy. Roześmiana, zgodziła się. Całą drogę chciała dowiedzieć się gdzie ją wiezie, ale ten nie dawał  za wygraną. Po jakichś piętnastu minutach zatrzymał się.
   - Poczekaj sekundkę. – usłyszała. Po chwili drzwi od pasażera się otworzyły i Cristian pomógł jej wysiąść.
   - Kombinatorze, gdzie ty mnie prowadzisz?! – śmiała się.
   - Spokojnie. Spodoba ci się.
   - Nie wątpię. – odpowiedziała z uśmiechem. Nie mogła się o nic martwić ani bać. Czuła się przy nim bezpiecznie i ufała w stu procentach, chyba pierwszemu chłopakowi. Jedną dłonią trzymał jej dłoń, a drugą położył na talii i prowadził ją. Słyszała szum wody, więc domyśliła się, że są blisko morza, ale nie chciała mówić mu tego na głos. Jeżeli to miała być niespodzianka, niech nią pozostanie.
   - Teraz uważaj. Nogi do góry… Albo… - słuchała się jego poleceń, ale po chwili podniósł ją do góry.
   - Co robisz? – zaśmiała się, ale po chwili ją postawił i rozwiązał po woli bandankę. Ujrzała przed sobą, rozciągające się morze. Wstrzymała oddech. To było piękne. Stali we dwoje w oddzielonej przez skałki części plaży. Morska bryza ocierała się o ich twarze i ciało. – Cristian, tu jest cudownie! – zapiszczała i uwiesiła mu się na szyi.
   - Cieszę się, że się podoba, ale… - wskazał jeszcze za nich, gdzie na piasku był rozłożony koc, a na nim kosz piknikowy.
   - Kiedy ty co przygotowałeś? – zapytała zaskoczona, siadając na kocu.
   - Poprosiłem sąsiada, kumpla. – uśmiechnął się i wyjął z kosza pudełko truskawek i bitą śmietanę.
  Dużo później, gdy po woli zaczynało się ściemniać, zdjęli buty i ruszyli na spacer brzegiem plaży. Mokry piasek łaskotał ich w stopy, lecz to im nie przeszkadzało. Ciągle o czymś rozmawiali i śmiali się.
 W pewnym momencie gdy zapadła niezręczna cisza, chłopak stanął przed nią i spojrzał jej w oczy. Ona zrobiła to samo. Pochylił się i czubkiem nosa, dotknął jej nos, jakby tym pytał o pozwolenie na pocałunek. Ona spuściła lekko wzrok i spojrzała na jego usta, które po chwili dotykały jej. Pozwoliła na to. Na to czekała. Odwzajemniła pocałunek.
   - Wiesz, że jesteś wspaniałą dziewczyną. – uśmiechnął się Crist. – Od samego początku mi się podobałaś. – dodał. – Masz cudowne oczy i jesteś piękna. – mówił, a na jej policzkach pojawiły się rumieńce. – I już pokochałem to, gdy się czerwienisz. – zaśmiał się.
   - Lubię cię Crist, nawet bardzo. – uśmiechnęła się i mocno wtuliła się w jego silne ramiona.

 Odwiózł ją do domu. Jak dżentelmen, otworzył jej drzwi i wypuścił.
   - Dziękuję za miłe popołudnie i wieczór. – uśmiechnęła się do niego, opartego o maskę swojego samochodu.
   - To ja dziękuję. Było wspaniale. – odpowiedział.
   - Dobranoc Cristian.
   - Miłych snów Noe. – po tych słowach, odwróciła się i ruszyła do furtki, ale przy niej zdała sobie sprawę, że się nie pożegnała. Podbiegła do niego i wpiła swoje usta w jego wargi.
   - Do zobaczenia. – uśmiechnęła się i teraz pobiegła do domu, zostawiając Hiszpana samego. Minęła, stojące na podjeździe samochody Letici i Pepa i wpadła do domu. Zamknęła drzwi i z szerokim uśmiechem na twarzy, opierając się o nie, zsunęła się na ziemię. Jeszcze czegoś takiego nigdy nie czuła. To było coś pięknego. Czy właśnie to nazywają miłością do drugiego człowieka?
_________________________________________
Jest! W końcu powstał ; ) 
Jak widzicie, mamy małą zmianę w wyglądzie. Nie wiem jak Wam, ale mi się dużo bardziej podoba ten szablon ;) 
No i zajrzyjcie do Bohaterów, tam też mała zmiana ; )
 A rozdział zostawiam do waszego ocenienia ;pp
Pozdrawiam, Coppernicana ;**